Kryzys berliński – Prof. Tomasz Grzegorz Grosse

Tomasz Grzegorz Grosse

Kryzys berliński

Jednym z największych skutków kolejnych kryzysów europejskich są rosnące podziały wewnątrz niemal wszystkich państw UE, jak również coraz większa bezkompromisowość polityków rywalizujących o głosy wyborców.

Wcześniej polityka europejska wydawała się stosunkowo prosta. Panował konsensus między elitami politycznymi głównego nurtu na temat liberalnych wartości będących podstawą integracji, jej podstawowych kierunków, a także przekonania, że jest ona jednoznacznie korzystna. Jednocześnie społeczeństwa zgadzały się na postępy integracji, dając politykom dużą swobodę w zakresie podejmowania szczegółowych decyzji. Kryzysy zmieniły tę sytuację. Według Liesbet Hooghe i Garego Marksa skończyła się milcząca zgoda elektoratów na dalsze postępy integracji. Okazało się bowiem, że przynosi ona nie tylko dobrobyt ale również kryzysy, a ponadto ze względu na wcześniejsze postępy integracji coraz więcej spraw jest rozstrzygana w Brukseli. Wyborcy zaczęli się domagać wpływu na decyzje własnych rządów, w tym również na te podejmowane w UE. Coraz liczniejsza grupa obywateli chciała zablokować niektóre rozstrzygnięcia europejskie, a także nie zgadzała się z interpretacją wartości będących podstawą integracji. Dotyczyło to m.in. kwestii ekonomicznych, gdzie zwolennicy wolności rynkowych napotkali rosnącą rzeszę antyglobalistów. W okresie kryzysu migracyjnego uaktywnili się przeciwnicy otwarcia Europy na zewnątrz, kwestionując liberalne podejście do praw humanitarnych. Kryzysy zaostrzyły dyskusję i podziały polityczne w poszczególnych państwach, ale również wymusiły na politykach działania zgodne z deklaracjami wyborczymi.

Wcześniej częstym zachowaniem było traktowanie tych deklaracji z pewnym dystansem. Praktykę polityczną niejednokrotnie dyktowała nie tyle wola wyborców, ale potrzeba kompromisu na arenie europejskiej. Niejednokrotnie decyzje podejmowane w Brukseli były prezentowane jako jedyny możliwe do realizacji. A demokracja nie lubi bezalternatywności politycznej, dlatego coraz więcej wyborców domagało się realnej a nie tylko deklaratywnej zmiany. Pierwszą reakcją na kryzys była próba obrony dotychczasowego sposobu myślenia o integracji przez polityków głównego nurtu. Starano się przeczekać okres wyborów, zanim podejmowano kluczowe decyzje na arenie unijnej. Innym sposobem było „wychowywanie” wyborców, a więc intensywne przekonywanie do zalet integracji. Kolejnym było izolowanie partii skrajnych, które były otwarcie eurosceptyczne lub kwestionowały dotychczasowe interpretacje wartości europejskich. Izolowane mogły być też państwa, których rządy inaczej niż wcześniejsze elity spoglądały na interesy narodowe w UE i odrzucały dotychczasowe pomysły rozwiązywania kryzysów. Jednak presja elektoratów nasilała się, a z nią również oczekiwanie, że wybrani przedstawiciele zmienią politykę i dotychczasowy sposób traktowania obietnic wyborczych. To zaowocowało przejmowaniem przez partie mainstreamu haseł ugrupowań skrajnych, choć nie wyeliminowało kwestii wiarygodnego wcielania ich w życie. Bez względu na to, czy do władzy dochodziły dotychczasowe ugrupowania głównego nurtu, czy nowe partie zorientowane na bardziej radykalne hasła programowe, musiały zderzyć się z rzeczywistością polityki kompromisu na arenie europejskiej, a także w wielu wymiarach z brakiem alternatywy dla działań Unii.

Przykładem są losy ugrupowania Prawdziwych Finów, które w 2015 roku odniosło sukces pod hasłami niechęci do imigrantów muzułmańskich oraz kwestionowania kolejnych strumieni funduszy przeznaczonych na ratowanie strefy euro. Przedstawiciele tego ugrupowania, kiedy doszli do władzy, musieli pogodzić się z ustępstwami zarówno w zakresie przyjmowania uchodźców, jak również dalszej pomocy dla Grecji. To doprowadziło do drastycznego spadku wiarygodności tej partii wśród wyborców i w efekcie do podziału na część polityków broniących linii rządu i tych, którzy wracali do początkowej linii programowej. Podstawowy wniosek płynący z tego doświadczenia nie polegał na tym, jak najszybciej skompromitować ugrupowanie radykalne. Nauczka dla wielu innych partii w całej Europie była taka, że biorąc udział w rządzie należy konsekwentnie bronić i realizować własny program. W tym samym czasie w sąsiedniej Norwegii skrajna Partia Postępu uratowała poparcie społeczne, gdyż jej liderka Siv Jensen po wejściu do rządu starała się konsekwentnie realizować obietnice wyborcze.

Niemniej obrona programu utrudnia kompromisy zarówno w trakcie rozmów koalicyjnych, jak również później na arenie europejskiej. Co ciekawe to samo zjawisko widać nawet w państwach najsilniejszych, które w największym stopniu tworzą politykę UE. Świadczy o tym przykład niedawnego zerwania rozmów koalicyjnych w Niemczech. Fiasko koalicji jamajskiej między chadekami, liberałami i zielonymi wynikało z rosnących podziałów programowych między partiami, a także coraz większej bezkompromisowości polityków obstających przy własnych założeniach. W takiej sytuacji zbyt daleko idący kompromis oznacza utratę wiarygodności i niemal pewną utratę poparcia wyborców. Nie stać na to nie tylko partii mniejszych, tak jak Zielonych lub Liberałów, ale coraz częściej również ugrupowań największych, które czują presję konkurentów. Dla chadecji bezpośrednim zagrożeniem jest stosunkowo nowa, ale odnosząca już spore sukcesy Alternatywa dla Niemiec. Dla socjaldemokratów (SPD) taką alternatywą jest Lewica, a także Zieloni. To właśnie dlatego chadecy będą zapewne bronili w kolejnych negocjacjach postulatu rocznego limitu przyjmowania uchodźców. Będą też z niechęcią podchodzili do tych wszystkich propozycji reform w strefie euro, które oznaczają zwiększoną redystrybucję podatków niemieckich. Dotychczasowe negocjacje dowodzą, że istnieją też sprawy europejskie wokół których możliwy jest konsensus. Dla przykładu niedoszła koalicja jamalska aprobowała poszerzenie UE na zachodnie Bałkany, ograniczenie uchylania się od podatków na rynku wewnętrznym, wprowadzenie europejskiego systemu azylowego oraz wzmocnienie rządów prawa w UE. To wszystko będzie zapewne łatwe do uzgodnienia także w kolejnych rokowaniach między Chadecją a SPD. Obie formacje wspierają też pomysł utworzenia Europejskiego Funduszu Monetarnego, jako narzędzia wsparcia dla strefy euro.

Rozmowy w Niemczech komplikuje natomiast to, że dla socjaldemokratów najlepszym rozwiązaniem byłoby wsparcie rządu mniejszościowego Merkel, bez brania pełnej odpowiedzialności za politykę chadeków. Z kolei dla Merkel takie rozwiązanie byłoby szalenie niekomfortowe. Głównie dlatego, że w dużym stopniu stałaby się zakładnikiem poparcia ze strony SPD, a tym samym również programu wyborczego tej partii. Dla niej najwygodniejszą opcją byłaby dotychczasowa formuła wielkiej koalicji, realizującej przede wszystkim program większego partnera (czyli siostrzanych partii chadeckich CDU i CSU). Takie rozwiązanie jak pokazała praktyka jest bardzo kosztowne wyborczo dla Socjaldemokracji, która w ostatnich wyborach straciła największą część własnego elektoratu. Jest to zresztą największe ryzyko dla wszystkich tych partii, że po raz kolejny rządy wielkiej koalicji przyczynią się do osłabienia centrum i wzmocnienia ugrupowań skrajnych. Właśnie dlatego i wśród chadeków i socjaldemokratów coraz częściej kwestionowane jest przywództwo partyjne.

Choć szanse na powrót do wielkiej koalicji w Niemczech są stosunkowo duże, nie zmienia to faktu, że sytuacja polityczna w większości państw UE jest bardziej niestabilna, niż dawniej. Świadczy o tym nie tylko przykład niemiecki, ale również hiszpański, belgijski, holenderski, czeski, a nawet słoweński. Ostatnio zachwiał się tam rząd za sprawą sporu o jednego uchodźcę syryjskiego. Wszystko w obliczu przedwyborczej polaryzacji między ugrupowaniami przeciwnymi i wspierającymi przyjmowanie imigrantów. Taki klimat polityczny nie służy wprowadzaniu dalekosiężnych reform w UE i strefie euro. Źródłem tych kłopotów nie są nawet spory między państwami, ale coraz większe różnice wewnątrz krajów członkowskich.

Szansą dla Unii byłoby agregowanie różnic politycznych nie na poziomie narodowym lecz europejskim. Wymagałoby to wprowadzenia jednolitej ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego oraz głosowania na partie europejskie a nie krajowe. Następnie tak wybrana większość parlamentarna powinna mieć możliwość wyłonienia unijnego rządu, rozliczanego przez ugrupowania opozycyjne i przez wyborców. Nie tylko wprowadziłoby to prawdziwą demokrację na poziom europejski, ale umożliwiłoby z dawna oczekiwaną alternatywę programową. Takie rozwiązanie wydaje się mało realne, gdyż w czasie kryzysów wzmocniły się też tendencje nacjonalistyczne i niechęć do federacji w całej UE. Nie można także liczyć na skuteczność wcześniejszych metod pomijania demokracji narodowej.

W obecnej sytuacji pewnym rozwiązaniem mogłaby być większa elastyczność zarządzania w UE. Oznaczać to powinno, że państwa silniejsze nie będą zmuszały do bezalternatywnej polityki europejskiej wszystkich pozostałych członków Unii. Elastyczność wymaga również zgody na to, aby ci chcący się dalej integrować mogli podążać do przodu, przy pozostawieniu „otwartych drzwi” dla outsiderów. Z kolei dla tych, którzy zamierzają wycofać się z niektórych pól współpracy powinna zostać stworzona furtka czasowego wyłączenia. Jednocześnie podstawą współdziałania dla wszystkich państw powinien pozostać rynek wewnętrzny oraz dotychczasowa struktura głównych instytucji UE.

 

Rzeczpospolita, listopad 2017 (http://www.rp.pl/Publicystyka/312069914-Unia-Europejska-Kryzys-berlinski.html)

 

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej polityce cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close